środa, 2 kwietnia 2014

1

Susan Pov:

Po nocnym spacerze, udałam się w strone domu, przecież za godzinę szkoła. Weszłam do domu i udałam się do mojego pokoju, wzięłam jakies ciuchy z garderoby i poszłam do łazienki. Tam wzięłam prysznic, przebrałam się i uczesałam włosy w niedbałego koka, całośc prezentowała się pieknie. Byłam ubrana w bluzkę z serduszkiem, ciemno fioletowe rurki i białe balerinki. Nie wiem, czemu akurat balerinki, ale coś dzisiaj mnie tak naszło... Wzięłam tylko z podłogi torbę i zeszłam na dół.
- Cześć.- Powiedziałam do rodziców którzy siedzieli przy stole, czytając jakąmś gazetę.
- Cześć, słuchaj podobno jakiś chłopak z Wall Street 9 zmarł z niewiadomych przyczyn, wiesz coś o tym.- Spytała podejrzliwie mama.
- Mamo! Przecież wiesz, że ja...- Nie dała mi dokończyć, ponieważ zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Wiem, wiem, a teraz idź otwórz drzwi.- Powiedziała wymijająco, nie wiem, czemu mama uważa, że to ja.
Podeszłam mozolnym krokirm do drzwi, bo wiedziałam kto to był, to byli Chris, Luna i Tess. Moi przyjaciele, a ich zawsze wkurzało jak musieli długo czekać.:/
Już miałam otwierać drzwi kiedy ktoś mnie wyprzedził i dostałam drzwiami w łeb. Zabiję Chrisa! a czemu Chrisa? bo ona zawsze ma takie pomysły, żeby wejść za nim otworze drzwi. Po chwili lerzałam na podłodze.
- Sorry! To był pomysł Chris, chciał zrobić wejście smoka.- Powiedziała Tess, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Dobra! Zamierzacie tak stać, czy ktoś mi pomoże wstać?- krzyknęłam, tak nie podniosłam się jeszcze z podłogi, było mi tak wygodnie... Ale nie ważne! Luna podała mi rękę pomagając wstać, ja korzystając z okazji, że chris się jeszcze śmieje kopnęłam go w kostkę. :D
- Ałć!! AAA!! To przecież boli!!- Zaczął wrzeszczeć jak baba, a my mieliśmy z niego polewkę i śmialiśmy się w najlepszę. Jak już wszyscy się uspokoili to wyruszyliśmy do jakże cudownego budynku zwanego szkołą. Czujecie ten sarkazm? Wchądząc do budynku, Chris zachaczył nogą o śmietnik i sie przewrócił Xd. trzeba byc idiotą, rzeby nie zauważyć śmietnika.
- Chris wstawaj! Siare robisz!- Krzyczała Luna.
- Jeszcze chwilka mamusiu!- Wymamrotał, chwila, chwila, czy on zasnął?!
- Tess on zasnął!- Krzyknęłam.
- Dajcie wody!!- Krzyczała na całe gardło Luna, wkońcu znalazł się dawca i podał nam butelkę wody. Ja wylałam mu całą zawartość na łeb. Ten jakby poparzony wstał nagle na baczność. Wszyscy którzy widziali tą scene śmili się, tak samo jak my, tylko Chrisowi wcale nie było do śmiechu.
- Co ja tu robie?!- Krzyknał, tak jakby nie świadomy tego co się przed chwilą zdarzyło.
- Zasnęłeś na podłodze, co ty w nocy robisz?!- Krzyknęła Tess, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechcem.
- No..yy... dobra chodźcie na lekcjie.- Uuu Chris się wstydzi, no nie wieże, muszę to zapisać w kalędarzu!! Chris się wsydzi, Chris sie wstydzi, ale dobra no... Nie będę mu nazłości robić. Może... Heuheuheu.
Ja serio jakaś nienormalna umysłowo jestem. Weszliśmy jako ostatni do klasy.
- Przepraszam za spóźnienie Chris mi zasnął na podłodzę.- Powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem, a cała klasa w brecht.
- Naprawdę? Chris co ty w nocy robisz?- Zadała to samo pytanie co Tess. Nasza wychowawczini była fajna, więc można było z nią pożartować, a co klasa na to? Znów brecht.
- Ale dobrze siadajcie już.- dodała a my udaliśmy się na nasze miejsca, była teraz godzina wychowawcz więc luz.
Zaczęłam smsować z moim bratem Mattem, on był już po stódiach.
- Dzieci!- Krzyknęła Pani.- Chcę wam przedstawić nowego ucznia który będzie uczeszczał do naszek klasy, to jest Justin.- Do klasy wlazł przystojny szatyn. mmm ciasteczko. :) Ale nie ważne, jakoś coś w nim mi się nie podobało, pachniał z najomo, może to zabrzmi dziwnie, ale pachniał jak moja matka!! Kurcze, a jeżeli on jest... Nie! To nie możliwie, przecież została tylko nasza rodzina, ale nie ważne. Gapił się na mnie tak samo jak ja na niego, najwyraźniej był tak samo zdziwiony jak ja, bo patrzył na mnie jak by chciał mi czytać w myślach, ja próbowałam, ale na marne! Po chwili usłyszałam dzwięk dzwonka, jak popazona wybiegłam z klasy i pognałam do szafki, wzięłam z niej potrzebne książki na następną lekcje czyli biologie i zamknęłam szafkę lecz za nią stał ten no... Justin.
- Cześć Justin jestem.- Powiedział uśmiechając się.
- Ja Susan.- Powiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Miło mi cię poznać.- Odpowiedział i poszerzył swój uśmiech.
- Mi ciebie również.- Powiedziałam i udałam sie pod klase biologi, ta babka jest taka wkurzająca.
Nagle rozbrzmiał sie dzwięki dzwonka, i przyszła ta babka. Nie miałam ochoty na te jej gadanine więc poprostu słuchałam muzyki, po dzwonku, odrazu poszłam do domu, nie chciałam siedzieć już dłużej w tej szkole. Wyszłam ze szkoły i wyjęłam z torby moją mp3. Włożyłam słuchawki do uszu i całkowicie oddałam się muzyce, podśpiewywałam pod nosem i tanecznym krokiem doszłam do domu. Próbowałam jak najciszej wejść do domu by mama nie skapnęłam się, że uciekłam. Wchodząc na palcach po schodach, jak to ja, potknęłam się i runęłam na sam dół schosów.
- A co ty tu robisz?- Spytała mama stając naprzeciwko mojego leżącego ciała.
- No.. yy.. Źle się poczułam, i słabo mi było, chyba muszę coś zjeść.- Powiedziałam i złapałam się za brzuch.
- Aha, no ok ale, musisz na siebie uważać, jeszcze kilka takich upadków a wtrząśnięcia mózgu dostaniesz.- Powiedziała, ale to prawda, ja zawsze muszę się gdzieś przewrócić, jak nie w szkole to zwalę sie ze schodów. heh.
Poszłam do pokoju i odpaliłam komputer. Weszłam na takie stronki jak Twitter, Facebook, Nk itp. Nagle dostałam sms'a.
Od: Tess <3
Do: Su :)

gdzie ty sie podziewasz?! Siedzimy na matmie i nudno bez ciebie!! :** :D

Od: Su :)
Do: Tess <3

Źle się poczułam i siedze w domu :/ Buziaki :**

Od: Tess <3
Do: Su :)

Aha ok. Będę za dwie godzinki z Luną i Chrisem. Buziaczki :** :**

Nic już nie odpisałam tylko, odłożyłam telefon na półókę, dalej przegladałam te stronki, kiedy mama zawołała mnie  da dół. I co znowu?!
Zeszłam na dół, i zobaczyłam mamę, która rozmawiała przez telefon, krzycząc coś w stylu ,, To niemożliwe! ''
,, Zostaliśmy przecież tylko my! '' Nie wiedziałam o co chodzi, po chwili jednak skończyła gadać.
- Yyy, słyszałaś o czym gadałam?- Spytała niepewnie.
- trochę, ale przecież mnie wołałaś.- Powiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi, może mama coś ukrywa? To może być prawda, ale wracając do teraz:
- Nie wołałam cię, musiało ci się przesłyszeć.- Powiedziała.
- Aha ok, ja idę na górę , zaraz przyjdą Tess, Luna i Chris.- Powiedziałam i nie czekając na odpowiedź powędrowałam do mojego pokoju, trzeba będzie tu w końcu ogarnąć. No tak... Po dwóch minutach wszystko było gotowe. Szybka jestem prawda? Ale my już tak mamy. Po dosłownie pięciu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Te dwie godziny bardzo szybko zleciały. Pobiegłam otworzyć, lecz moja mama już za mnie to zrobiła i przywitała się, wchodząc do kuchni, zobaczyłam już siedzących przy stole moich przyjaciół.
- Chodźcie do mnie.- Powiedziałam i ruszyliśmy w strone mojego pokoju.
- Naprawdę się źle czułaś?- Spytał Chris.
- Nie na niby.- Powiedziałam sarkastyczie.
- Aha, nie jadłaś co?- Spytał, boże! Co za idiota! Przecież wie, że ja nie jadam.
- No nie, no Chris, aż takim idiotą jesteś?- Spytała Luna.
- O nie! mam focha!- Krzyknał, odwrócił się do nas plecami i udając focha załozył ręce na piersi.
- Oj no nie Fochj się już.- Powiedziała Tess.
- No dobra...- Odwrócił się do nas i prztulił.
- Yyy... Beadlies co ci się tak na czułości zbiera?- Zapytałam.
- Nie, ale chcę przytulić moje najlepsze przyjaciółki.- Powiedział i puścił nam oczko.
- Dobra, co mu się stało?!- Krzyknęła Luna.
- Naprawdę dziewczyny nic.- Powiedział i uśmiechnął się, dobra robi się coraz dziwniej, co on odwala?!
- Może ci ta drzęmka przy śmietniku zaszkodziła?- Zapytałam.
Nagle wszyscy wybuchneli śmiechem.
- Dobra idziemy na miasto?- Spytał Chris.
- No możemy iść, a ty Su jak się czujesz?- Spytała Tess.
- Ja się już lepiej czuje chodźmy.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Zeszliśmy na dół i powiadamilismy moja mamę, że wychodzimy i odzieliśmy się w obówie, czyli buty. Jest czerwiec, za dwa tygodnie koniec roku. Ruszyliśmy w stronę lodzirni. Cały czas się wygupialiśmy i śmiliśmy, nie wiem kiedy ale doszliśmy do lodzirni, ja zamówiłam jedną gałkę czekoladowych, chris trzy gałki ciasteczkowych, Tess dwie waniliowych a Luna jedną truskawkową.
 Usiadliśmy przy stole i zaczęliśmy rozowe:
- To jak ci się z tym żyję?- Spytała Tess.
- Z moją wadą? Hmm, nawet dobrze, ale wiesz nie fajnie jest tak krzywdzić ludzi.- Powiedziałam i spóściłam wzrok.
- Ale przecież to nie twoja wina, ty sobie takiego życia nie wybrałaś.- Powiedziała Luna.
- Wiem, ale nadal męczą mnie wyżuty sumienia, co do tych wszystkich ludzi.- Kontynuowałam.
- Nie przejmuj się i pamiętaj, że my zawszę będziemy z tobą.- Powiedział Chris i wszyscy się przytuliliśmy. Ooo to było takie słodkie. :3
Potem poszliśmy na basen, nie wiem czemu ale my zawsze mamy przy sobie stroje kąmpielowe. Na basenie świetnie się bawiliśmy. Cały czas się śmialiśmy, lecz jak zaczęło się ściemniać postanowiliśmy wrócić. Roztaliśmy się przed moim domem, jutro idę do szkoły. Nieee!! tylko nie to! No ale cóż, sami mi kazali nie? Weszłam do domu i powędrowałam do mojego pokoju, wzięłam prysznic i przebrałam się w piżame. Jeszcze tylko weszłam na Facebooka i zobaczyłam, że mam zaproszenie do znajomych to od tego nowego, emm... Justina. Przyjęłam. Tak sonie, może się zakolegujemy? Zobaczymy. Zamknęłam laptopa i położyłam się do łóżka i sama nie wiem kiedy zasnęłam...

Następny dzień:

Oódziłam się za pomocą budzika, spałam a raczej byłam u szefa 5 godzin, pewnie nie wiecie o ci chodzi. No wiec dowiedzcie się może w 10 rozdziale? ( Może ) Poszłam do łazienki wzięłam prysznic i owinęłam ciało ręcznikiem. Wyszłam z łazienki i udałam się do garderoby. Wybrałam luźną koszulkę z napisem ,, Forever Alone '' i do tego żóltę rurki. Zpięłam włosy w kucyka i zeszłam na dół, tam już czekała na mnie mama.
- Cześć.- Powiedziałam.
- Cześć.- Ospowiedziała i weszła do kuchni.
- Ja już wychodzę!- Krzyknęłam z przed pokoju i wyszłam, dziś szłam sama nie chciało mi się dzwonić po moich przyjaciół. Włożyłam do uszu słuchawki i ruszyłam do szkoły, zęrknęłam tylko jeszcze na zegarek w telefonie i dostrzegłam, że jest 7:10. Mam jeszcze 50 minut do lekcji... Po co ja poszłam?! Teraz klnęłam na siebie w myslach i zwolniłam kroku, po chwili doszłam do szkoły, weszłam przez szklane drzwi a tam pustka! Przyszłam pierwsza! Ale siara!! Usiadłam na ławeczce przed klasą od matmy i grzebałam w telefonie, grałam w bez sensownę gry dobre 20 minut i dopiero zaczeli się schodzić pierwsi uczniowie, po pół godzinie był juz tabun nastolatków.
Czekałam pod salą od matmy na moich przyjaciół, nareszcie się doczekałam! Zobaczyłam jak moi
przyjaciele zmierzają ku mnie wstałam i przytuliłam wszystkich z osobna.
- Czemu tak szybko wyszłaś, byliśmy po ciebie a twoja mama mówiła , że wyszłaś o siódmej!- Powiedziała Tess.
- A nie wiem tak jakoś.- Odpowiedziałam i usłyszałam dzwonek na lekcje.
Weszliśmy do klasy i zajęliśmy swoie ławki. Po 10 minutach lekcji, wbiegł ,do klasy cały zdyszany Justin.
- przepraszam za spóźnienie!- Krzyknął.
- Powie nam Pan co było przyczyną pańskiego spóźnienia>- Spytała nauczycielka.
- Zaspałem.- Powiedział i usiadł w swoiej ławce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz